Archiwa tagu: Czas z rodziną

Ciąża – 25 tydzień (badania – okropna glukoza)

Mija nam 25 tydzień ciąży. W tym tygodniu byłyśmy u naszego zaufanego lekarza w mieście. Zbadał nas ładnie. Podczas badania tym razem główka była na górze a na dole nóżki :). GlukozaSkierował nas na badania, które dostałam od lekarza z Łodzi: morfologie i badania moczu, niestety za Toxoplazmozę musiałam zapłacić, podobnie jak za badanie glukozy. O rety… jaka ta glukoza okropna! Całe pudełko 75g na 200ml wody. Fuj!… Samo opakowanie mnie przeraziło, gdy kupiłam je w aptece. Po wypiciu kubeczka tego super słodkiego płyny już do końca dnia na nic słodkiego patrzeć nie mogłam a odbijało mi się długo, długo po tym. Wyniki odbieram w poniedziałek i w środę jedziemy z nimi do Łodzi.

Ten czas szybciutko nam teraz ucieka. W sobotę byliśmy spacerkiem w parku. Przy okazji sesji, którą robiłam dziewczynce z okazji Chrztu Świętego, ‘pocykaliśmy’ sobie sami zdjęcia z mężem :). Potem daliśmy się namówić na wieczorny wypad na browarka. W moim przypadku był to soczek :). A po powrocie padliśmy jak muchy. Dziś znów basen, po basenie skusiliśmy się na ‘Targi dla kobiet\ w ciąży’ organizowane po raz pierwszy za miastem. Ogólnie spodziewałam się więcej wystawców, aby pooglądać sobie wyprawki, a tu tylko kilka takich dla ciężarnych a reszta to atrakcja dla dzieci. Zgarnęłam już 2gi smoczek jako upominek – Dzidzi jeszcze na świecie nie ma, a mi ‚dydem’ pobawić się nie wypada ;P. .. jednak z pewnością się przydadzą za jakiś czas :).

A na koniec mam takie oto pytanie dla przyszłych i obecnych mam: gdy Dzidzia się bardzo rusza w brzuszku to czy jest zadowolona, czy jej nie wygodnie i się ułożyć nie może? …dziś nasza Niunia wyjątkowo aktywna. Rano zaczęła od czkawki, na basenie czułam jak pływa razem ze mną i do teraz mnie ‘gilga’ po bokach co chwila. Nawet nie wiem czy Ona w ogóle dziś choć na chwilkę poszła spać :).

Razem z naszym ‚kosmonautą’ intensywnie spędzamy weekend

Jak Wam minął weekend? …bo u nas intensywnie :). Piątek i sobotę spędziłam głównie na sprzątaniu: umycie dwóch okien, prasowanie i wieszanie firanek, wielkie prania, przesuwanie mebli w stołowym (w tym pomógł mi mąż) segregowanie i układanie w nich ubrań, odkurzanie i mycie podług, pieczenie ciasta, szykowanie posiłków (teraz jem ich więcej i częściej) zmywanie,… i wiele innych mniejszych drobiazgów. Znalazłam też chwilę, by „włożyć nos w książkę” :). A niedziela minęła szybciutko na odpoczynku. Leniuchowanie do 9:30.  Po śniadaniu godzinka na basenie – przyznam, że dziś mi się bardzo fajnie pływało. Po powrocie ciasto, obiadek, po obiadku książka i godzina snu, na kolacje zjedliśmy pyszną tortillę, którą przygotowuje mój mąż i tak sobie miło spędzamy wieczór z pełnymi brzuchami przed TV i komputerem.

Dzidzia coraz częściej daje mi znak że sobie bryka po brzuszku. Wczoraj wieczorem czułam mojego małego kosmonautę na dole brzucha, nad ranem na górze bliżej pępka. W południe odczuwałam ruchy po lewej stronie, godzinę temu po prawej. Od tak sobie bryka :). A przed chwilą mój mąż oznajmił mi następującą wiadomość „jak będzie chłopak to damy mu na imię Sherlock, …a na drugie MacGyver” hehe… jak Wam się podoba? :p

Piękny wiosenny weekend

Weekend był piękny. To co zaplanowaliśmy udało nam się zrealizować. W sobotę pojechaliśmy na zakupy do Rzgowa. Nie myślałam, że uda mi się tam coś kupić dla siebie, ale wróciłam ze spodniami ciążowymi z których najbardziej jestem zadowolona, bluzką, koszulą, a dla dopełnienia szczęścia zakupowych dobrałam też torebkę na ramię. Przy moim niezdecydowaniu zakupowym to owe zakupy zaliczam do udanych. No i mężowi udało się kupić kurtkę na rower i 3 koszule w których bardzo mi się podoba :p. Oboje jesteśmy zadowoleni, a ja może i więcej, bo mój rosnący brzusio pozwolił mi na sześciogodzinny maraton po sklepach :).

W niedzielę natomiast po śniadaniu pojechaliśmy na basen, a po powrocie zjedliśmy obiadek i poszliśmy na rower :).
Przejechaliśmy 20km w dwie i pół godziny. Pojechaliśmy za
miasto zobaczyć jak przebiega budowa trasy S8. Tam, jak się zresztą spodziewałam, pełno rowerzystów jeździ wzdłuż i w szerz korzystając z ładnej pogody. Skorzystaliśmy z tego i My.

Przejechaliśmy kawałek (ubitą drogą jeszcze bez asfaltu) S8, a swoją pierwszą wiosenną podróż rowerową zakończyliśmy przejażdżką po naszym lasku.  Nie ukrywam, że po powrocie do domu czułam, jak to się mówi „zmęczenie materiału”, wiec na zakończenie dnia włączyliśmy sobie „Igrzyska śmierci. W pierścieniu ognia” i popijaliśmy browarki. Ja oczywiście bezalkoholowe Karmi malinowe :).