Archiwa tagu: Codzienność

Remont – ciąg dalszy

Remont niestety się przedłuża… Najpierw przysłali nam płytki z wadami, zwłaszcza na 8 płytek dekoru przyszły 3 z wadami. A po tygodniu, gdy płytki doszły, teść nie mógł ich położyć, bo pracował gdzieś indziej. Tak naprawdę zakładanie kafelek w ubikacji skończyło się 7 lipca, i tego dnia zaczęliśmy też sprzątać  mieszkanie z kurzu, pyłu i innych nieczystości. Cieszę się, że ten największy remont mamy na kilka lat z głowy, bo brudu było co nie miara, zaczynając od podłogi, kończąc na pyle w szafkach.. no to możecie się domyśleć, że mąka była w całym domu od ścinania kafelek. W sprzątaniu pomogła nam moja mama, a skończyliśmy 11 lipca. 12 lipca szykowałam mały pokoik do malowania. Wszystkie więc rzeczy z szaf wylądowały w stołowym :/. Także też możecie się domyślić jak to teraz u nas wygląda. Mąż od poniedziałku maluje po kolei sufity: ubikacja – trzy razy by zakryć karton gips, łazienka – by ją odświeżyć dwa razy i oczywiście mały pokój też dla odświeżenia, ale już tylko raz. Potem w ruch poszły futryny, bo po 3 latach (malowane było Duluxem) zrobiły się żółte, i gdy powiesiłam w korytarzu białe ramy, patrzeć na to nie mogłam. To samo dziś mąż robi z drzwiami. Trzeba było je wcześniej przygotować do malowania, co też robił kochany mężuś :). W środę malował mały pokoik na kolor śmietankowy – ‘jesień lnianą’ Duluxa. Wcześniej ten kolorek widziałam u znajomej, więc dla pewności skorzystałam z pewniaka. Dziś po pracy mąż przemalował pokoik drugi raz i wyszło rewelacyjnie :). Mam nadzieje, że naszej Amelce się spodoba. Zostało jeszcze dopracować drzwi i futryny …aha i jeszcze stolarz, który zrobi nam szafki w ubikacji i remont uważam za skończony. Zostanie tylko dokładnie posprzątać każdy zakamarek i szykować się do powitania naszej malutkiej brzuszkowej wierci-piętki :).

Remont

Dziś krótko i na temat: remont w ubikacji. W niedzielę z mężem zabezpieczyliśmy panele przed zarysowaniem w całym mieszkaniu, a w poniedziałek rano przyjechał teść i zaczął ‚rozwalankę’ w ubikacji. Cały gruz odebrała nasza znajoma pod budowę garażu. Wieczorem troszkę posprzątaliśmy i przyszliśmy na noc do moich rodziców. Na szczęście mieszkają 3 uliczki dalej :). Dziś mierzenie co, gdzie i na jakiej wysokości. W ruch poszły rurki odprowadzające do kranu, stelaż na ścianki z karton-gipsu i ustawianie geberitu pod zabudowę. Jednym słowem coś co zajmuje chyba najwięcej czasu, i nie wiadomo czy na dziś zdążymy zrobić to, co było zaplanowane. Jutro mają być kafelki, więc może uda się je jutro zacząć. Na nasze nieszczęście w czwartek wypada Boże Ciało i praca będzie zatrzymana na tenże czas :/. No i tu, tak naprawdę nie wiem co ze sobą w ten czwartek zrobimy, bo w domu pełno pyłu, brudu i wszędzie folie – czego nie zamierzam wdychać, a u rodziców przegadać cały dzień też będzie ciężko :p.

Na Wasze blogi kochane wejdę już jak będę miała więcej czasu, bo na razie korzystam z laptopa mamy. A biegam co dwie godziny do naszego mieszkania, doglądać jak nie wiedzą co tam dalej sobie zażyczyłam żeby było zrobione, albo z obiadkiem, żeby mi z głodu nie poupadali :). ‚Rachu-ciachu’ upichcę u mamy i biegnę – o ile można to nazwać bieganiem w ciąży – do mieszkania, żeby jeszcze ciepłe było. Oj wczoraj tym bieganiem się zmęczyłam tak mocno, że po godz. 22 poszliśmy spać (zazwyczaj to godziny po 12 w nocy). Dziś pewnie będzie powtórka z rozrywki. Trzymajcie kochane kciuki za to, żebym nie musiała się denerwować że coś wyszło nie tak jak planowałam, bo dość często niestety się tak trafia. No i żeby ta ubikacja po skończeniu naprawdę mi się podobała, bo kafelki było ciężko wybrać. Aj, zapomniałam, że po tym wszystkim będzie potrzebny jeszcze stolarz na zrobienie szafek… hmm… to będzie długi remont :/

„Drzwi do piekła” – Maria Nurowska

Drzwi do piekłaHistoria pisarki o imieniu Daria. Gdy miała dwadzieścia lat pokochała starszego od siebie Edwarda. Był on redaktorem naczelny pisma literackiego, który  w Darii widział pisarkę i fascynującą kobietę. Gdy zostali małżeństwem prowadzili między sobą tzw. grę. Godziła się ona, by mąż spotykał się z innymi kobietami wybranymi przez nią samą. Gdy Edward wbrew jej kontroli spotykał się z kobietami, była zazdrosna i nie radziła sobie sama ze sobą. Zdała sobie sprawę, że nie ma niczego: ludzkiego zawodu, mieszkania, przyjaciół, nie miała także dzieci bo bała się macierzyństwa. Ich małżeństwo trwało 18lat z przerwami. Zabiła swojego męża, a potem zadzwoniła na policję. Strzeliła do niego, bo zabijał jej duszę. Nie potrafił zachować umiaru w ich grze, którą prowadzili.  W wieku trzydziestu ośmiu lat trawiła do zakładu karnego, skazana na dwanaście lat. Tam poznała Izę – więzienną wychowawczynię. Gdyby nie jej przyjaźń stoczyłaby się na samo dno społeczności w której się znalazła. Iza dała jej siłę i motywację do przetrwania.

Książka na przemian opisuje dzieciństwo Darii, jej małżeństwo z Edwardem i czas spędzony w więzieniu.

„…to słowo: „kocham”, słowo gwarant uczucia, które wymaga nieustannego potwierdzenia.”

Data wydania: 2012

Liczba stron: 271

Moja ocena: 6/10

Przygotowania do remontu i „dziennik mojego dziecka”

Ten tydzień szybko nam minął. Na początku tygodnia troszkę chorowaliśmy, ale teraz jest już znacznie lepiej, nieraz tylko katarek mały powraca. Po woli też przygotowujemy się do remontu. Gdy mąż jest w pracy, ja upycham w szafki rzeczy, które stoją na wierzchu i niepotrzebnie będą się kurzyć. Przy okazji zrobiłam porządki tak, że zagospodarowałam szufladę na ubranka dla naszej Kosmonautki. Wyprałam wszystkie zimowe rzeczy i korzystając z pogody ładnie powysychały. Zdjęłam firanki w mieszkaniu i też już są wyprane. Oczywiście wszystko to trwało dłużej, bo ciężko mi już prać ręcznie z brzuszkiem, gdy mam 10kg więcej.  Teraz trzeba jeszcze zagospodarować spanie na czas remontu, zabezpieczyć panele przed zniszczeniem, zakryć wszystko folią i do dzieła. W dodatku odwiedziłam księgową zapytać co i jak z macierzyństwem w ZUS i pozałatwiałam sprawy firmy w urzędach.

Dziennik mojego dzieckaDziś wracając z miasta weszłam do księgarni i zakupiłam taki oto „Dziennik mojego dziecka” cena: 29zł. Zapiszę w nim wszystkie ważne momenty z życia mojej Kosmonautki, które są ulotne. Dzięki temu po latach chętnie do niego wrócę i przypomnę sobie te piękne chwile z maluszkiem :). Czy przyszłe mamusie i świeże mamusie blogowe prowadzą takie podobne Pamiętniki?

Meble – małe zamieszanie

Dwa tygodnie temu zamówiliśmy mebelki do przedpokoju. W poniedziałek rano już do nas przyjechały. Szafa rogowa, w której frontem jest lustro a pozostałe części białe, szafka wisząca i mała skrzynka ze schowkiem na której można usiąść. Wszystko ładnie, pięknie, tylko jest jedno ale… kolorem  korpusów nie pasują do całości mieszkania! Kuchnia otwarta z meblami w innym kolorze, stołowy bez drzwi a w nim znów inny kolor mebli… jednym słowem: co teraz? Dzwonimy do zakładu, zapytać jaka byłaby cena wymiany korpusów. Na nasze szczęście płytę w kolorze naszych mebli kuchennych mają na stanie, także 150 zł tylko za robociznę. No więc mąż zdecydował – robimy! We wtorek mebelki nam zabrali (szafka i skrzynia). Szafa na szczęście cała biała, więc nie ma potrzeby wymiany. Dziś o 10 mieliśmy już nowe mebelki :). Poniżej na zdjęciach: górne zdjęcia – wersja jasna, na dole – ciemna. Które Wam się podobają bardziej, i które myślicie są już na stałe? meble

Ciąża – 24 tydzień (odpoczynek)

24 tydzień ciąży szybko nam zleciał – głównie na wypoczynku. Było leżenie, czytanie książek, drobne zakupy, gotowanie, sprzątanie… Starałam się odpoczywać i zbierać siły na sobotni wypad do Łodzi. A tam pochodziliśmy sobie po marketach w celu znalezienia części potrzebnych do rozpoczęcia remontu w czerwcu. Kafelek na ścianę do wc jeszcze nie wybraliśmy, ale wiemy już jaki gabaryt, umywalka, kran i kafelki na podłogę. A jak dla nas to już dużo :). Na koniec skończyliśmy w Porcie Łódź, gdzie kupiłam sobie 2 staniczki do karmienia maluszka. I jestem z nich bardzo zadowolona, bo nie dość, że są wygodne to jeszcze 40zł za sztukę :]. Także cała sobota nam minęła. Nóżki troszkę bolały od chodzenia i czułam zmęczenie, więc jak tylko przyszedł wieczór to zasnęłam jak dziecko :). W niedziele relaksowaliśmy się na basenie, i w ten oto sposób ‘pyk’ kolejny tydzień minął.

Nasza mała kosmonautka daje znaki: tu kopnie, tak kopnie… kopnięcia czuć już coraz wyżej i w różnych stronach brzuszka. Odczuwam to jako lekki ‘gazy’, najczęściej jak jem albo leże już w łóżku – bez kopnięcia nie zasnę i rano też nie wstanę. Wydaje mi się, że ogólnie to bardzo mało śpi, bo zawsze jak chcę ją podsłuchać, to się tam kręci i fikołki robi. Mam tylko nadzieję, że po porodzie taka fikuśna nie będzie, a raczej spokojna po mamusi ;).

Święta coraz bliżej

Święta zapowiadają się ciepło. Przynajmniej tak mówią w TV.  Rok temu nie mieliśmy takiego szczęścia. Tym razem zapowiada się 20stopni na plusie.  Nadchodzące Święta mamy już zaplanowane, a raczej zaplanowały się same. W związku z tym, że mąż idzie do pracy w sobotę – to ja z moim kosmonautą idziemy z koszyczkiem do kościoła. Koszyczek będzie konsumowany w niedzielę rano. Potem szykujemy się do rodziców męża na rodzinny obiad. Jak to zazwyczaj bywa na kolacji się skończy i tak dzień nam misie. W poniedziałek znów idziemy do rodziców moich. Tak Święta niestety szybko nam się skończą. Zdecydowanie jestem za tym, by przedłużyć je do środy :). Kartka świątecznaAle kto mnie posłucha?!  

Kartka do dalszych znajomych z życzeniami już wysłana, do bliższych wyślemy życzenia sms-em, a do tych najbliższych nie trzeba, bo z nimi właśnie będziemy świętować. Dom z grubsza wysprzątany, wypieki zostawiam na czwartek i piątek.
Następne święta będziemy już w trójkę -  to dopiero będą ŚWIĘTA! :)